~Enjoy
Każdy z was mieszkający w większym
mieście na pewno widział wysokie 16-sto piętrowe wieżowce.
Mieszkam właśnie w jednym z takich
wieżowców na 13-stym piętrze. Codziennie pokonuję windą kilka razy drogę z
parteru na 13-ste piętro po drodze zawsze mijając piętro oznaczone literą „A”.
Nigdy nie zastanawiałem się co może znajdować się na tym piętrze, matka czasami
jeździła tam żeby poszukać czegoś w pomieszczeniu należącym do nas.
Któregoś dnia matka poprosiła żebym
to ja pojechał na piętro „A” i przyniósł jedną z jej walizek, ponieważ ma
wyjazd służbowy.
Dokładnie wytłumaczyła mi które to
pomieszczenie i dała mi klucze. Chcąc nie chcąc wsiadłem do windy i zjechałem
tam.
Trochę mnie rozczarowało, od zawsze
wyobrażałem je sobie inaczej, jako jakieś tajemnicze i nawiedzone piętro.
Tymczasem ono po prostu wyglądało jak każde inne piętro w tym bloku jedynie
każde drzwi były inne. Nie było też specjalnie dobrze oświetlone co nadawało mu
lekko obskurny wygląd.
Bez trudu znalazłem nasze
pomieszczenie które znajdowało się blisko ciemnej klatki schodowej, drzwi na
nią były uchylone więc z ciekawości zajrzałem, wydawało się że z dołu schodów
dochodzi nikłe światło.
Może ktoś na niższym piętrze
zapomniał je wyłączyć ?
Szybko zabrałem to o co prosiła matka
i wróciłem do domu.
Leżąc wieczorem w łóżku zastanawiałem
się kto zapomniał wyłączyć światła na klatce schodowej i czego tam szukał.
Nagle moje serce zabiło szybciej, przecież ta klatka nie mogła schodzić głębiej
niż jedno piętro, przecież piętro „A” znajduje się tuż nad parterem a klatka
schodowa wydawała się ciągnąć głęboko w dół.
Dzisiaj matka wyjeżdża na weekend, na
dzisiaj też zaplanowałem sprawdzenie tej klatki schodowej. Specjalnie wybrałem
dzień kiedy nikogo nie będzie w domu i jak planowałem będę bez zbędnych pytań mógł
zniknąć na godzinkę czy dwie, chociaż wydawało mi się że nie będę potrzebował
aż tyle czasu.
Zabrałem ze sobą tylko mój scyzoryk i
naładowałem telefon do pełna.
Czułem się jak odkrywca który stoi o
krok od odkrycia nowej cywilizacji pozaziemskiej, chodź z drugiej strony
przygotowywałem się na rozczarowanie bo zdrowy rozsądek podpowiadał że te
schody zaraz kończą się na parterze.
Zamknąłem mieszkanie na klucz i
wsiadłem do windy.
Wysiadłem na piętrze „A” nie
spodziewałem się tu nikogo spotkać o tej porze bo ludzie właśnie wracali z
pracy albo jedli późne obiady.
Od razu skierowałem się na koniec
korytarza po lewej stronie od windy, od razu rozpoznałem drzwi od naszego
pomieszczenia które widziałem zaledwie kilka dni temu, tuż obok nich były drzwi
na klatkę schodową. Były lekko przymknięte otworzyłem je cicho jakby bojąc się
że ktoś mnie usłyszy. Światło wydawało się teraz delikatnie mrugać.
Zacząłem schodzić po schodach nadal
zachowując prawie idealną ciszę.
Po jakichś 5 minutach schodzenia w
dół, zorientowałem się że coś jest nie tak , przecież te pieprzone schody
powinny się skończyć a ja powinienem być już w windzie w drodze do domu żeby
obejrzeć jakiś głupi film w telewizji.
Zdałem sobie sprawę że muszę być już
pod powierzchnią ziemi kiedy nieoczekiwanie schody się skończyły. Teraz przede mną
rozciągał się korytarz, oświetlony słabymi żarówkami w metalowych obudowach.
Nie wydawał się długi, wręcz
wyjątkowo krótki zakończony parą metalowych drzwi. Postanowiłem sprawdzić czy
są otwarte jeśli będą zamknięte obiecuję sobie że wrócę do domu i zapomnę o tej
sprawie.
Od zawsze byłem cholernie ciekawskim
dzieckiem, więc kiedy tylko drzwi okazały się otwarte bez wahania przestąpiłem
próg.
Pierwsze co mnie uderzyło to cholerny
smród, Boże czy coś tu zdechło ?
Stałem w kompletnej ciemności
musiałem odczekać chwilę aż moje oczy przyzwyczają się do ciemności i zaczną
odróżniać chociażby podstawowe kształty.
Wtedy przypomniałem sobie że mam
przecież telefon i mogę użyć go jako latarki.
Wyciągnąłem go powoli i obróciłem się
wokół własnej osi rozglądając się po pomieszczeniu do jakiego trafiłem, były tu
3 pary drzwi.
Nagle wydawało mi się że usłyszałem
kroki a zaraz potem szarpnięcie klamki przy drzwiach którymi właśnie wszedłem,
rzuciłem się biegiem do pierwszych drzwi na lewo, całe szczęście były otwarte i
po omacku czołgając się po podłodze i starając się niczego nie potrącić ukryłem się za jakimś regałem.
Kroki rozległy się znacznie głośniej,
jakby ktoś właśnie przeszedł obok pokoju w którym się ukryłem. Cholera przecież
musiał mnie słyszeć. Czekałem aż wejdzie tu jakiś psychopatyczny morderca i
mnie zabije albo że zaraz obudzę się w moim łóżku.
Nic takiego się nie stało
Zapadła grobowa cisza.
Czy ten ktoś wyszedł ? Czy może ten
jest tam dalej i czeka aż wyjdę?
Nie mogłem tam siedzieć w
nieskończoność.
Delikatnie wyciągnąłem telefon z
kieszeni, oświetliłem pomieszczenie i od razu tego pożałowałem.
Znalazłem się w pokoju który był
jakiś magazynem, na półkach w
przeźroczystych słoikach pływały ludzkie organy a nawet części ciała, zebrało
mi się na wymioty.
Chciałem stamtąd jak najszybciej
wyjść, podszedłem do drzwi i nasłuchiwałem, nic tylko ta cholerna cisza.
Uchyliłem drzwi z sercem bijącym tak
mocno jakby zaraz miało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej.
Doczołgałem się do wyjścia bo nie
byłem w stanie stanąć na nogi .
Drzwi okazały się zamknięte, czyli
ktoś musiał tu wejść i je zamknąć. Postawiłem sobie za cel odnalezienie kluczy,
muszą być przecież w którymś z pozostałych dwóch pomieszczeń, bo nie mam
zamiaru wracać do tego cholernego magazynu .
Spod jednych drzwi widać było wąski
pasek światła prześwitujący nad progiem. Po chwili usłyszałem jak ktoś nuci
sobie jakąś piosenkę a potem dźwięk który przypominał ostrzenie noża.
Jakim cudem nadal nie odkrył że tu
jestem ?
Cień kogoś kto znajdował się w
pomieszczeniu cały czas się poruszał.
Na chwilę znowu zapadła cisza, a
potem jakby coś rozlało się na podłogę i wciąż kapało.
Wreszcie stanąłem na własnych nogach,
podszedłem do ostatnich drzwi, na szczęście okazały się otwarte.
Stały tutaj po prostu lodówki, zwykłe
zwyczajne lodówki oraz mały stolik i krzesło.
Nad krzesłem wisiało pudełko z
kluczami, bingo !
Nie zastanawiając się długo zgarnąłem
wszystkie które tam wisiały, przecież jakiś musiał pasować. Każdy, nawet psychopatyczny
morderca musi mieć klucz zapasowy do swojego magazynu z trofeami.
Chciałem zajrzeć do tych lodówek, ale
spodziewałem się że ten ktoś nie trzyma tam piwa czy mrożonej pizzy.
Szybko, nadal zachowując ciszę
podszedłem do drzwi wyjściowych.
Sprawdzałem po kolei każdy klucz,
ktoś w pomieszczeniu obok nadal nucił jedną piosenkę i co jakiś czas słychać
było stukot metalowych narzędzi
Ręce ze stresu trzęsły mi się i nie
mogłem tego opanować. Klucze z hukiem wylądowały na podłodze.
Ktoś za drzwiami przerwał nucenie
piosenki i przeklnął głośno.
Wsunąłem właściwy klucz do zamka w
momencie kiedy drzwi uchyliły się i zobaczyłem mężczyznę w fartuchu obficie
poplamionym krwią i skalpelem w ręce
Nie czekając z krzykiem uciekłem
zatrzaskując za sobą drzwi. Przeskakiwałem po kilka stopni na raz, kiedy tylko
dotarłem na wysokość pierwszego piętra wybiegłem przed klatkę mając nadzieję że
ten facet nie zapamiętał jak wyglądałem.
Kiedy tylko mój telefon złapał zasięg
zadzwoniłem na policję.
Przyjechali po 10 minutach które
wydawały się wiecznością.
Tydzień po moim wypadzie na piętro
„A” można było przeczytać w gazetach o odnalezieniu nielegalnego miejsca w
którym dwóch lekarzy zwolnionych z miejscowego szpitala przeprowadzało
nielegalne pobieranie organów od sierot z domu dziecka które nie miały szans na
adopcję , dzieci oddawane były w zamian za 40 % z zysku ze sprzedaży organów.
Pomieszczenie które wybrali na swoją
kryjówkę okazało się częścią zburzonego po wojnie bunkru w którym znajdowały
się składy broni, na pozostałościach tych bunkrów stało moje osiedle .
Obecnie jestem pod opieką psychologa
i musiałem przeprowadzić się z matką do domu jednorodzinnego za miastem.