czwartek, 31 stycznia 2013

Pietro "A"

Pierwsza pasta na blogu
~Enjoy 




Każdy z was mieszkający w większym mieście na pewno widział wysokie 16-sto piętrowe wieżowce.
Mieszkam właśnie w jednym z takich wieżowców na 13-stym piętrze. Codziennie pokonuję windą kilka razy drogę z parteru na 13-ste piętro po drodze zawsze mijając piętro oznaczone literą „A”. Nigdy nie zastanawiałem się co może znajdować się na tym piętrze, matka czasami jeździła tam żeby poszukać czegoś w pomieszczeniu należącym do nas.
Któregoś dnia matka poprosiła żebym to ja pojechał na piętro „A” i przyniósł jedną z jej walizek, ponieważ ma wyjazd służbowy.
Dokładnie wytłumaczyła mi które to pomieszczenie i dała mi klucze. Chcąc nie chcąc wsiadłem do windy i zjechałem tam.
Trochę mnie rozczarowało, od zawsze wyobrażałem je sobie inaczej, jako jakieś tajemnicze i nawiedzone piętro. Tymczasem ono po prostu wyglądało jak każde inne piętro w tym bloku jedynie każde drzwi były inne. Nie było też specjalnie dobrze oświetlone co nadawało mu lekko obskurny wygląd.
Bez trudu znalazłem nasze pomieszczenie które znajdowało się blisko ciemnej klatki schodowej, drzwi na nią były uchylone więc z ciekawości zajrzałem, wydawało się że z dołu schodów dochodzi nikłe światło.
Może ktoś na niższym piętrze zapomniał je wyłączyć ?
Szybko zabrałem to o co prosiła matka i wróciłem do domu.
Leżąc wieczorem w łóżku zastanawiałem się kto zapomniał wyłączyć światła na klatce schodowej i czego tam szukał. Nagle moje serce zabiło szybciej, przecież ta klatka nie mogła schodzić głębiej niż jedno piętro, przecież piętro „A” znajduje się tuż nad parterem a klatka schodowa wydawała się ciągnąć głęboko w dół.

Dzisiaj matka wyjeżdża na weekend, na dzisiaj też zaplanowałem sprawdzenie tej klatki schodowej. Specjalnie wybrałem dzień kiedy nikogo nie będzie w domu i jak planowałem będę bez zbędnych pytań mógł zniknąć na godzinkę czy dwie, chociaż wydawało mi się że nie będę potrzebował aż tyle czasu.
Zabrałem ze sobą tylko mój scyzoryk i naładowałem telefon do pełna.
Czułem się jak odkrywca który stoi o krok od odkrycia nowej cywilizacji pozaziemskiej, chodź z drugiej strony przygotowywałem się na rozczarowanie bo zdrowy rozsądek podpowiadał że te schody zaraz kończą się na parterze.
Zamknąłem mieszkanie na klucz i wsiadłem do windy.
Wysiadłem na piętrze „A” nie spodziewałem się tu nikogo spotkać o tej porze bo ludzie właśnie wracali z pracy albo jedli późne obiady.
Od razu skierowałem się na koniec korytarza po lewej stronie od windy, od razu rozpoznałem drzwi od naszego pomieszczenia które widziałem zaledwie kilka dni temu, tuż obok nich były drzwi na klatkę schodową. Były lekko przymknięte otworzyłem je cicho jakby bojąc się że ktoś mnie usłyszy. Światło wydawało się teraz delikatnie mrugać.
Zacząłem schodzić po schodach nadal zachowując prawie idealną ciszę.
Po jakichś 5 minutach schodzenia w dół, zorientowałem się że coś jest nie tak , przecież te pieprzone schody powinny się skończyć a ja powinienem być już w windzie w drodze do domu żeby obejrzeć jakiś głupi film w telewizji.
Zdałem sobie sprawę że muszę być już pod powierzchnią ziemi kiedy nieoczekiwanie schody się skończyły. Teraz przede mną rozciągał się korytarz, oświetlony słabymi żarówkami w metalowych obudowach.
Nie wydawał się długi, wręcz wyjątkowo krótki zakończony parą metalowych drzwi. Postanowiłem sprawdzić czy są otwarte jeśli będą zamknięte obiecuję sobie że wrócę do domu i zapomnę o tej sprawie.
Od zawsze byłem cholernie ciekawskim dzieckiem, więc kiedy tylko drzwi okazały się otwarte bez wahania przestąpiłem próg.
Pierwsze co mnie uderzyło to cholerny smród, Boże czy coś tu zdechło ?
Stałem w kompletnej ciemności musiałem odczekać chwilę aż moje oczy przyzwyczają się do ciemności i zaczną odróżniać chociażby podstawowe kształty.
Wtedy przypomniałem sobie że mam przecież telefon i mogę użyć go jako latarki.
Wyciągnąłem go powoli i obróciłem się wokół własnej osi rozglądając się po pomieszczeniu do jakiego trafiłem, były tu 3 pary drzwi.
Nagle wydawało mi się że usłyszałem kroki a zaraz potem szarpnięcie klamki przy drzwiach którymi właśnie wszedłem, rzuciłem się biegiem do pierwszych drzwi na lewo, całe szczęście były otwarte i po omacku czołgając się po podłodze i starając się niczego  nie potrącić ukryłem się za jakimś regałem.
Kroki rozległy się znacznie głośniej, jakby ktoś właśnie przeszedł obok pokoju w którym się ukryłem. Cholera przecież musiał mnie słyszeć. Czekałem aż wejdzie tu jakiś psychopatyczny morderca i mnie zabije albo że zaraz obudzę się w moim łóżku.
Nic takiego się nie stało
Zapadła grobowa cisza.
Czy ten ktoś wyszedł ? Czy może ten jest tam dalej i czeka aż wyjdę?
Nie mogłem tam siedzieć w nieskończoność.
Delikatnie wyciągnąłem telefon z kieszeni, oświetliłem pomieszczenie i od razu tego pożałowałem.
Znalazłem się w pokoju który był jakiś magazynem,  na półkach w przeźroczystych słoikach pływały ludzkie organy a nawet części ciała, zebrało mi się na wymioty.
Chciałem stamtąd jak najszybciej wyjść, podszedłem do drzwi i nasłuchiwałem, nic tylko ta cholerna cisza.
Uchyliłem drzwi z sercem bijącym tak mocno jakby zaraz miało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej.
Doczołgałem się do wyjścia bo nie byłem w stanie stanąć na nogi .
Drzwi okazały się zamknięte, czyli ktoś musiał tu wejść i je zamknąć. Postawiłem sobie za cel odnalezienie kluczy, muszą być przecież w którymś z pozostałych dwóch pomieszczeń, bo nie mam zamiaru wracać do tego cholernego magazynu .
Spod jednych drzwi widać było wąski pasek światła prześwitujący nad progiem. Po chwili usłyszałem jak ktoś nuci sobie jakąś piosenkę a potem dźwięk który przypominał ostrzenie noża.
Jakim cudem nadal nie odkrył że tu jestem ?
Cień kogoś kto znajdował się w pomieszczeniu cały czas się poruszał.
Na chwilę znowu zapadła cisza, a potem jakby coś rozlało się na podłogę i wciąż kapało.
Wreszcie stanąłem na własnych nogach, podszedłem do ostatnich drzwi, na szczęście okazały się otwarte.
Stały tutaj po prostu lodówki, zwykłe zwyczajne lodówki oraz mały stolik i krzesło.
Nad krzesłem wisiało pudełko z kluczami, bingo !
Nie zastanawiając się długo zgarnąłem wszystkie które tam wisiały, przecież jakiś musiał pasować. Każdy, nawet psychopatyczny morderca musi mieć klucz zapasowy do swojego magazynu z trofeami.
Chciałem zajrzeć do tych lodówek, ale spodziewałem się że ten ktoś nie trzyma tam piwa czy mrożonej pizzy.
Szybko, nadal zachowując ciszę podszedłem do drzwi wyjściowych.
Sprawdzałem po kolei każdy klucz, ktoś w pomieszczeniu obok nadal nucił jedną piosenkę i co jakiś czas słychać było stukot metalowych narzędzi
Ręce ze stresu trzęsły mi się i nie mogłem tego opanować. Klucze z hukiem wylądowały na podłodze.
Ktoś za drzwiami przerwał nucenie piosenki i przeklnął głośno.
Wsunąłem właściwy klucz do zamka w momencie kiedy drzwi uchyliły się i zobaczyłem mężczyznę w fartuchu obficie poplamionym krwią i skalpelem w ręce
Nie czekając z krzykiem uciekłem zatrzaskując za sobą drzwi. Przeskakiwałem po kilka stopni na raz, kiedy tylko dotarłem na wysokość pierwszego piętra wybiegłem przed klatkę mając nadzieję że ten facet nie zapamiętał jak wyglądałem.
Kiedy tylko mój telefon złapał zasięg zadzwoniłem na policję.
Przyjechali po 10 minutach które wydawały się wiecznością.

Tydzień po moim wypadzie na piętro „A” można było przeczytać w gazetach o odnalezieniu nielegalnego miejsca w którym dwóch lekarzy zwolnionych z miejscowego szpitala przeprowadzało nielegalne pobieranie organów od sierot z domu dziecka które nie miały szans na adopcję , dzieci oddawane były w zamian za 40 % z zysku ze sprzedaży organów.

Pomieszczenie które wybrali na swoją kryjówkę okazało się częścią zburzonego po wojnie bunkru w którym znajdowały się składy broni, na pozostałościach tych bunkrów stało moje osiedle .

Obecnie jestem pod opieką psychologa i musiałem przeprowadzić się z matką do domu jednorodzinnego za miastem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz